Zapewnienie zwierzętom odpowiednich warunków bytowych – zwłaszcza w obliczu ekstremalnych zjawisk pogodowych, takich jak porywisty wiatr czy intensywne opady śniegu – nie jest wyłącznie kwestią dobrej woli. To obowiązek wynikający wprost z przepisów prawa.
Jak pokazały jednak ostatnie tygodnie, w wielu miejscach w Polsce obowiązek ten przez lata pozostawał martwą literą.
Ogólnokrajowe kontrole schronisk dla zwierząt, przeprowadzone na wniosek Ministerstwa Spraw Wewnętrznych i Administracji, ujawniły słabości systemu nadzoru nad dobrostanem zwierząt oraz luki prawne, które sprzyjały nadużyciom ze strony zarządców placówek dla bezpańskich zwierząt.
Wstrząsające obrazy z Bytomia i Sobolewa
Symbolem tych patologii stały się ostatnio schroniska w Bytomiu i Sobolewie. To stamtąd do opinii publicznej trafiły obrazy psów i kotów przebywających w nieocieplonych kojcach, z zamarzniętą wodą w miskach i bez zapewnionej właściwej opieki weterynaryjnej. Zamiast bezpiecznej przystani w oczekiwaniu na adopcję, zwierzęta były zmuszone do walki o przetrwanie.
Szczególnie sytuacja w Sobolewie stała się punktem zapalnym ogólnopolskiej dyskusji. Przed bramą schroniska gromadzili się aktywiści i mieszkańcy, domagając się wypowiedzenia umowy dzierżawcy – Marianowi D., któremu zarzucano znęcanie się nad zwierzętami. Choć teren należał do gminy, a apele do wójta Macieja Błachnio trwały latami, realna poprawa losu zwierząt nie następowała.
Dopiero w miniony weekend schronisko w Sobolewie zostało zamknięte.
Ponad 200 kontroli i poważne uchybienia
Skala problemu okazała się znacznie poważniejsza. Powiatowi inspektorzy weterynarii przeprowadzili ponad 200 niezapowiedzianych wizyt w 175 obiektach w całym kraju. W czterech schroniskach – w Tarnowie, Oświęcimiu, Golubiu-Dobrzyniu oraz Sobolewie – stwierdzono uchybienia, które trudno uznać za zwykłe niedopatrzenia.
Lista zaniedbań była długa: zamarznięta woda w miskach, brak ocieplenia boksów, przepełnienie, brak higieny, a także nierzetelnie prowadzona dokumentacja. Kontrole nie ograniczą się jednak wyłącznie do samych placówek. Pod lupę trafią również Urząd Gminy w Sobolewie oraz Powiatowy Inspektorat Weterynarii w Garwolinie, który sprawował nadzór nad zamkniętym schroniskiem. Kluczowe pytanie brzmi: jak mogło dojść do tak drastycznych zaniedbań przy formalnie działającym systemie kontroli?
Sprawą zajmie się teraz Najwyższa Izba Kontroli.
Cztery kontrole rocznie zamiast jednej
W odpowiedzi na ujawnione nieprawidłowości do akcji wkroczył resort rolnictwa. Minister Stefan Krajewski zapowiedział radykalne zwiększenie częstotliwości kontroli weterynaryjnych. Zamiast dotychczasowej, rutynowej kontroli raz w roku, inspektorzy mają pojawiać się w schroniskach aż cztery razy w roku.
– Ta zmiana ma wymusić na właścicielach schronisk ciągłą gotowość do utrzymania standardów, a nie jedynie doraźne działania „pod wizytację” – podkreślają przedstawiciele resortu.
Nowa strategia nie ograniczy się wyłącznie do schronisk. Wzmocniony nadzór obejmie również gospodarstwa rolne, aby zapobiec tragediom wynikającym z rażących zaniedbań bytowych zwierząt.
Zmiana przepisów
Ministerstwo zapowiada także nowelizację przepisów, częstsze i niezapowiedziane audyty NIK oraz większą odpowiedzialność samorządów. Jak zaznacza resort, tylko system naczyń połączonych – administracji lokalnej, inspekcji weterynaryjnej i organów kontrolnych – może realnie poprawić dobrostan zwierząt.
Zdaniem kontrolerów tylko taka wielopoziomowa presja może sprawić, że schroniska przestaną być miejscami zsyłki niechcianych zwierząt, a staną się faktycznymi centrami adopcyjnymi – bezpiecznymi, transparentnymi i działającymi w interesie tych, którzy sami upomnieć się o swoje prawa nie potrafią.







Napisz komentarz
Komentarze